Z Damianem Ukeje o życiu, muzyce, zachwytach i… przyjemnościach :) cz. II

Opublikowane przez hAnka w dniu

Z Damianem Ukeje o życiu, muzyce, zachwytach i... przyjemnościach 🙂 cz. II

Dzisiaj zapraszam Was na drugą część rozmowy! 🙂 Przyjemnego czytania! 🙂 

Fot. Maria Peda

Wracając do marzeń. Festiwal w Opolu, Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie, Woodstock, dwie płyty (na razie), koncerty- spełniasz swoje marzenia. Jakie jeszcze są na Twojej liście? 🙂 Takie TOP 3.

Czy to będzie smutne, jeśli powiem Ci, że nie mam takich wielkich, wielkich marzeń?

Nie, dlaczego? Wszystko zaczyna się od małych marzeń. Tak samo jest ze szczęściem, radością. Nie zwracasz uwagi na te małe rzeczy, które ci sprawiają radość, a tak naprawdę, to one budują te duże. Nie umiemy często doceniać tego, co mamy na co dzień. Mamy w ogóle problem z definicją szczęścia.

To prawda, mamy.

A jeśli ktoś powie, że jego marzeniem jest bycie szczęśliwym, to zaraz go wyśmieją.

Kurde, uciekła mi teraz myśl (śmiech). Wiesz co, najbardziej mi chyba teraz zależy, żeby być zdrowym. Mam swoje historie, które niestety gdzieś tam się za mną ciągną. Mimo, że wyglądam na zdrowego kolesia, często wrzucam na instagram, że idę na trening, to wrzucam to po to, tak naprawdę, żeby może kogoś zainspirować. Ja się tak zainspirowałem, jak mój kolega też tak wrzucał. Wjechał mi na ambicję. Mam nadzieję, że jak komuś pokażę, że można to robić w miarę często, mimo że ma się problemy. A uwierz mi, nie jestem okazem zdrowia 🙂 Zdrowy chcę być po prostu. Bo jeżeli jesteś zdrową osobą, to kurde całą resztę możesz zrobić. Mam całą listę rzeczy, która mi się marzyła, które potrafiłem wymyślić z dnia na dzień i one po jakimś czasie się spełniały „just like that”, więc o listę marzeń się nie martwię, bo one się produkują co chwilę, dlatego nie mogę ci odpowiedzieć na te TOP 3, bo dzisiaj one będą TOP 3, a za dwa tygodnie mogą być już na miejscu dwudziestym czwartym. Zdrowie zawsze będzie na miejscu pierwszym.

Fot. Maria Peda- Peda Fotografia

Wiele osób uważa, że artyści, muzycy mają takie sielankowe życie. Jedna wielka zabawa, fun, podróże. A tak naprawdę jest to ciężka praca, mimo że przynosi wielką satysfakcję i spełnienie. Ludzie nie widzę tej całej drogi, którą ktoś przechodzi, a widzą ten efekt. Sam kiedyś stwierdziłeś, że zamiast zabytków i ciekawych miejsc, zwiedzasz wszystkie stacje benzynowe 🙂 Masz swoje ulubione? (śmiech)

Mam (śmiech). Inaczej, mam takie, na które wiem, że nie warto zajeżdżać 🙂 Zaobserwowałem w ogóle coś innego, problem podróży i brak czasu, to już zupełnie coś innego, ten „niedosen”.

Mówią, że sen jest dla słabych (śmiech)

2/10, nie polecam (śmiech). W głowie się dużo zmienia. Tu jest największa stawka. Ja mam życie takie, gdzie ciężko jest być z kimś. Relacja damsko-męska może ucierpieć na tym bardzo mocno. Teraz jestem sam i dobrze mi jest z tym, bo mogę się skoncentrować, to jest ważny moment w mojej głowie, natomiast wiem, że życie socjalne, koledzy, rodzina, to jest coś, co schodzi na drugi, trzeci, czasem czwarty plan. Jesteś nieustannie w podróży. Człowiek jest sam dla siebie i w momencie, w którym na przykład wjeżdżam tu do Szczecina, to jest taki paradoks, bo nie spotykam się z ludźmi, bo muszę odpocząć. Muszę pobyć sam ze sobą, dla siebie, bo w podróży cały czas zmienia mi się środowisko.

To jest całkowicie zrozumiałe. Na koncertach dzielisz się z ludźmi swoją energią, ale tak naprawdę nie masz czasu, żeby się zregenerować i tej energii na powrót nabrać, naładować. Wcale się nie dziwię, że jak przyjeżdżasz tu, to jesteś aspołeczny i się izolujesz. Sama tak mam 🙂 Co czujesz, myślisz, przed wejściem na scenę?

O jaaa. Staram się nie rozmawiać z ludźmi, na koncerty staram się nie brać żadnych znajomych, bo nie chcę w swojej głowie znaleźć na to czasu. Denerwuję się, ja się strasznie stresuję. Mam trzydzieści tysięcy zawałów na minutę i to jest coś, co mi zawsze siedzi. Ten stres odnajduje ujście w momencie, jak padają pierwsze dźwięki. To nie jest tak, że ja się przestaję stresować, tylko mogę tę energię jakoś w inny sposób zagospodarować. Wywalić ją, dać ludziom i liczyć na to, że ludzie ją w inny sposób przemielą jeszcze i oddadzą. Jak wraca, to już w ogóle jest pięknie. Czysta fantazja. Wracam z takiego koncertu, przez dwie godziny jestem jeszcze jak króliczek, ale po tych dwóch godzinach adrenalina spada i idę spać, bo nie mam siły totalnie.

 Czy Twój sukces zweryfikował ludzi w Twoim otoczeniu?

Tak, aczkolwiek zawsze starałem się otaczać ludźmi, którymi chcę się otaczać. Dlatego nie mogę powiedzieć, że moje życie się zmieniło i moje środowisko na co dzień się zmieniło, no bo tak jest. Zrobiło to pewną weryfikację. Każdy etap w naszym życiu będzie weryfikacją, tak mi się wydaje. Nie utrzymywałem kontaktu z wieloma osobami po liceum, miałem swoją małą grupę, ale wiedziałem, że ona się gdzieś tam zmniejszała i obecnie kontakt z tego okresu utrzymuję z moim najlepszym przyjacielem, tam się poznaliśmy i będziemy już ze sobą całe życie. Związek dodatkowy 🙂 Wie to zawsze każda moja partnerka i żona Jacka też o tym wie, że zawsze jest Damianek w całym tym zestawie. ZAWSZE (śmiech)

 Ale to jest fajne 🙂 Masz kogoś, kto mimo upływu lat, tego całego sukcesu, mimo tego, co się działo w twoim życiu, dalej jest i… dalej cię lubi 🙂

Tak, kocha wręcz 🙂 Ostatnio tak się śmialiśmy, że jesteśmy skazani na siebie.

Ja swojej przyjaciółce powiedziałam, że wybrała bardzo dobrze, bo przyjaciółka żyje dłużej niż mąż, więc trzeba wybierać mądrze 🙂

Tak, tak, oczywiście. Chociaż! Słyszałem, że nie ma czegoś takiego, jak stuprocentowa przyjaźń między kobietami, bo kobiety nienawidzą kobiet 🙂

To akurat nie jest prawdą! 🙂 Wierzę, że kobiety jednak bardziej wspierają siebie nawzajem 🙂 Przynajmniej mądre kobiety 🙂 A jeżeli już o mądrości mowa- to, jacy jesteśmy w dorosłym życiu, nie kształtuje się ot tak. Dużo uczą nas rodzice, sami również się uczymy. Wymaga to czasu i pracy nad samym sobą. Co najbardziej Cię ukształtowało, zbudowało? Jako artystę, ale też człowieka. Jakie są Twoje wzorce postawy życiowej?

Wiesz co, moja mama na pewno. To była osoba, która samotnie mnie wychowywała. Ja pochodzę z biednej rodziny i mam jakieś takie flashback’i, mama mi ostatnio wyciągnęła niedawno „a pamiętasz, jak byłeś bardzo mały, jak chodziliśmy po mieszkaniach, żeby pościel sprzedać i zarobić na jedzenie?”. Kurde, nie pamiętam tej sytuacji, ale mam jakieś przebłyski, że coś tam takiego było. Więc moja mama na pewno. Chociaż, jak odnowiłem kontakt ze swoim ojcem, to zaobserwowałem bardzo dużo podobnych cech.

 Na przykład?

Zaraz do tego przejdziemy (śmiech), bo nie wiem, co mogę powiedzieć, a co nie 🙂 Na pewno kształtuje nas w pewnym stopniu genetyka, ale mamy wpływ na chociażby środowisko, które też nas kształtuje. Możemy coś z tym zrobić. Czasami przez to musimy pracować dwa albo trzy razy bardziej, ciężej. Takie jest życie. Każdy niesie swój krzyż. Mój problem, który ja dźwigam, może być nie do udźwignięcia dla innej osoby, tak samo odwrotnie. Co wpłynęło na mnie jako człowieka? Wszystko.

Fot. Maria Peda- Peda Fotografia

Jaki był Twój rodzinny dom?

Dziwny. O czym też rozmawiałem z moją mamą parę dni temu. Mieliśmy dosyć sporą rodzinę, ale w tamtych latach, jak pojawił się tata, czarnoskóry mężczyzna, to było dużym problemem dla znacznej części osób w rodzinie. My staliśmy się takimi trochę outcast’ami i jedyną sobą, którą to wkurwiało, była moja świętej pamięci babcia. Najukochańsza kobieta pod słońcem. Była zła na własne dzieci, bo się wszyscy poodwracali. Był problem, żeby na ślub pójść, żebym ja tam był, więc babcia powiedziała, że albo Damian będzie ją prowadzić też i będzie przy ołtarzu, albo jej na tym ślubie nie będzie.

 Teraz się to zmieniło?

Tak, część osób też musiało…

Dojrzeć?

Tak, albo zemrzeć (śmiech). W tę stronę bardziej. Natomiast ja nigdy nie zabiegałem o niczyje względy, nie pcham się tam, gdzie mnie nie chcą. To mi ukształtowało jedno w głowie, całe życie jestem gdzieś tam trochę po środku. Nawet w muzyce. Bo ani nie gram death metalu, chociaż wersje koncertowe pierwszych utworów były zupełnie inne niż wersja albumowa, ani nie jestem w alternatywie. Ani nie jestem 100% Polakiem, mimo wszystko. Gdzieś tam jestem inaczej postrzegany przez wiele osób, zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Kiedyś byłem „czarnuchem”, dzisiaj jestem z ISIS generalnie.

Jakby nie patrzeć, niewiele się zmieniło.

No tak, tak. Zmienia się tylko logotyp, sklep zostaje ten sam cały czas.

Czym jest dla Ciebie męskość?

Na pewno nie ilością testosteronu. Męskość, według mojego pojmowania, jest umiejętnym wyważeniem emocji, w sposób dojrzały dochodzenie do realizacji celów. Uwzględnianie osób, z którymi trzeba kooperować, na przykład rodzina, przyjaciele. Wydaje mi się, że to jest jeden z największych atrybutów męskości dla mnie.

Kto jest twoim ideałem męskości?

Przez to, że dorastałem bez ojca tak naprawdę, to mój ideał męskości, to był archetyp ojca. Jak byłem dzieciakiem, to byli to artyści. Śmieszne, jest to dosyć kontrowersyjne w świetle tego roku zwłaszcza, ale jak byłem bardzo mały, to mi się marzyło, żeby taki ktoś jak Michael Jackson był moim ojcem.

Patrząc na ostatnie wydarzenia, to rzeczywiście może być kontrowersyjne (śmiech).

I nie powiedziałbym nic nikomu (śmiech). Śmiesznie, bo w dorosłym życiu udało mi się znaleźć kogoś, kogo traktuję jak przyjaciela, ale jest w tym zakodowany jakiś archetyp ojca, jest to Michał Grymuza. Człowiek, z którym robiłem pierwszą płytę, to jest tak mądry człowiek… Widzę, jak on prowadzi swoją rodzinę, jakie ma podejście do spraw, a nie ma w życiu lekko. Podczas pracy nad albumem nawet trochę u niego pomieszkiwałem, darzę go wielkim szacunkiem. Bardzo wielkim szacunkiem. Cieszę się też, że na stare lata- starsze lata :), odnowiłem kontakt z moim prawdziwym ojcem. Moment, w którym dostałem zapalenia opon mózgowych i było blisko, przez dwa dni byłem w śpiączce, te dwa dni miały decydować o tym, czy w ogóle z tego wyjdę, jak się obudziłem, to zobaczyłem przy łóżku swojego ojca, którego ostatni raz widziałem wiele, wiele lat wcześniej. Do niego też dotarło, że mógł stracić syna i od tego czasu czasami mnie wkurza, jak często do mnie dzwoni 🙂 Bo nie gadasz z kimś przez długie lata i potem jest telefon raz w tygodniu. Ja sobie wtedy myślę „Boże, nic się nie zmieniło od zeszłego tygodnia, ojciec” (śmiech). Ale jak zrobiłem mu niespodziankę dwa lata temu w Sylwestra, bo akurat nic wtedy nie grałem i pojechałem do Londynu, gdzie mieszka, to pamiętam, że jak podjechał i wskoczyłem do samochodu, to chyba przez dziesięć minut oboje płakaliśmy, jak dzieci 🙂

Zbierając twoje doświadczenia i przeżycia, jaki dom ty chciałbyś zbudować? Nie mówię tu o tym materialnym (śmiech).

Wiesz, nowoczesny styl (śmiech). Chciałbym zbudować taki dom, który dalej dla mnie będzie enklawą szczęścia i spokoju, będzie miejscem, w którym mogę mieć wpływ na cudze życie, czyt. tutaj dziecko, patrzeć jak mini ja (śmiech) dorasta i kształtuje się w swój własny sposób.

W pewnym sensie również ty go kształtujesz.

Tak, ale wiem, że ja mogę podlewać wodę, zadbać o to, żeby ta woda była świeża i dobra, ale wiesz, słońce może świecić inaczej, powyginać w różne strony ten kwiatek i nie zamierzam go ograniczać w tej materii.

Co sprawia, że cieszysz się jak dziecko?

To, że podejmowałem w życiu czasami naprawdę głupie decyzje, które też nie zawsze kończyły się dla mnie dobrze, ale też nie najgorzej, bo zawsze mogło być gorzej 🙂 Te wszystkie marzenia, które sobie wymyślam. Nagle po latach Rogucki pisze mi dwa teksty na płytę, wiesz o co chodzi. To jest tak trochę jak w Neverland (śmiech)

Fot. Maria Peda- Peda Fotografia

Co wzbudza Twoją ciekawość?

Właśnie to. Jak, gdzie, jak daleko można się posunąć w pewnych kwestiach. To też nie jest dobre, bo ja widzę, że moje pojmowanie relacji międzyludzkich i zachowań społecznych, analizowanie tego, jest zupełnie inne, no może nie zupełnie inne, ale odmienne niż kogoś, kto żyje w zupełnie innym trybie społecznym.  Nie mówię, że jest to lepsze podejście, po prostu inne. Oczywiście wiele zależy też po prostu od człowieka, jego nastawienia do życia, otwartości. Robiłem w swoim życiu naprawdę głupie rzeczy, które ciężko byłoby zrobić, gdybym żył inaczej. To jest fajne i przerażające zarazem 🙂 Inspirujące również.

Kiedy myślisz o przyjemności, radości, co pierwsze przychodzi Ci na myśl?

Muzyka, scena. Zawsze.

Jak wygląda Twoje szczęście?

Jest to ciężkie pytanie. Jak gram jestem bardzo szczęśliwy. Najszczęśliwszy jestem, jak dochodzi do mnie czasami jakiś skrawek odpowiedzi na pytania, które gdzieś tam sobie zadaję. Wtedy czuję się jak rekin, który poczuł krew. Od razu ciało inaczej pracuje, mózg inaczej myśli, ale to dalej będzie się sprowadzać do świata muzyki. Aczkolwiek, to też wynika z obserwacji, bo ja jestem obserwatorem, lubię obserwować ludzi. Ja będę tą osobą w klubie, która nie będzie tańczyć na parkiecie, ale która stanie z boku i będzie analizować psychologię tłumu, relacje międzyludzkie. Za każdym razem, jak daną rzecz przefiltruję przez siebie i wiem, co chcę zrobić, bo o to też chodzi. Jestem, nienawidzę takich słów, bo one są mocne i czasami człowiek brzmi butnie jak to mówi, więc unikajmy tego, ale w pewien sposób jestem kreatorem. Staram się stworzyć jakąś kompozycję, przekazać myśl, zawsze dbam o to, żeby według moich standardów było to dla mnie oryginalne. Cieszy mnie ten moment, w którym eksploruję coś i nagle czuję, że to jest ta droga, którą na ten moment chcę podążać. To tak, jakbyś poszła na najlepszy film w swoim życiu i już po pierwszych 10 sekundach zbierasz szczękę z podłogi i mówisz „o kurde, zajebiście, jeszcze półtorej godziny czystej przyjemności”.

Jak już jesteśmy przy filmach 🙂 W wolnym czasie od muzyki odpoczywasz… przy muzyce 🙂 Ale przyznajesz, że jesteś kinomaniakiem. Co zazwyczaj oglądasz? Co ostatnio oglądałeś?

Ja nie mam problemu z tym, żeby te same filmy oglądać kilka razy. Mam swoje „guilty pleasure” w postaci filmów o super bohaterach. Każdy film oceniam 🙂 Na każdy film, który zobaczę w kinie, czy w zaciszu swojego mieszkania, mam swoją klasyfikację, czytam recenzje, czytam o reżyserach, o tym, kto robił zdjęcia, itd. I nie mam swojego ulubionego filmu, aczkolwiek film, na który czekam w tym roku najbardziej, to film Quentina Tarantino, gdzie będzie grać dwóch z moich ulubionych aktorów- DiCaprio i Pitt razem 🙂 Brad Pitt uważam, że jeden z najbardziej niedocenionych aktorów, tak jak niegdyś w sumie, uhonorowany dopiero po „Zjawie” DiCaprio.

DiCaprio miał chyba więcej ról lepszych od tej w Zjawie, za które należał mu się Oskar.

Pewnie wyciągniesz „Wilka z Wall Street” 🙂 Ale wczoraj akurat leciała w telewizji „Zjawa”, a jeszcze zabawniej wczoraj rozmawiałem z moją koleżanką o karierze DiCaprio i zapytała, za co dostał Oskara i powiedziałem, że za „Zjawę” właśnie. Myślałem o tym. To nie jest tak do końca, uważam. Bo to jest jeden z tych aktorów, którzy mają zajebiście naturalny talent na to, by wczuć się w postać i na prowadzenie jej. Ty wierzysz za każdym razem w jego postać, ale zawsze te postaci były do siebie jakoś zbliżone. Były takie trochę cwaniakowate.

 To trochę nie z jego winy, mógł oczywiście nie przyjąć roli, ale… 🙂

Oczywiście, takie dostawał role. Przez lata był w takim kanonie, wiesz tu na przykład Scorsese i Infiltracja, też musiał być tak po środku, tajniacki agent, zajebisty film, piękny itd. „Zjawa” jest czymś totalnie innym tak naprawdę. „Wilk z Wall Street” był najlepszym, co robił do tej pory.

Zgadzam się, „Zjawa” jest totalnie czymś innym. Ciężko porównywać tę rolę do innych jego ról.

Ta rola wymagała największego poświęcenia. Fizycznego chociażby, ponieważ tam kręcili film w naturalnym oświetleniu. Nie było planów filmowych, wygodnych przyczep itd. Jak Leo jadł tam wątrobę bawoła, to jadł prawdziwą wątrobę bawoła. Jak leżał w rzece i wszędzie był lód, śnieg, to on był w tej rzece i ten lód i śnieg. Jak słońce wstawało o 5 nad ranem, to oni byli już na planie kilka godzin wcześniej, żeby się przygotować, bo mają tylko chwilę na te zdjęcia. To jest jedyny film, który wymagał takiego angażu. Dlatego, tak sobie myślę, ale dopiero wczoraj na to wpadłem :), że zgadzam się z tym, że dopiero teraz powinien dostać Oskara. Tu wyszedł z własnej strefy komfortu, skorupy, w której, mimo że jest utalentowanym aktorem, mimowolnie był przez te wszystkie lata zamknięty. „Wilk z Wall Street” był najpiękniejszym owocem tego, co robił przez te wszystkie lata, ale „Zjawa”… tu jest zupełnie inna para kaloszy 🙂 To jest Oskar. Dlatego. Tak uważam.

Ciekawy, inny punkt widzenia 🙂 I chyba muszę się z Tobą zgodzić 🙂 Jakie jest Twoje najmilsze wspomnienie?

Chyba wracam często do czasów liceum, wiesz? Wtedy życie było takie beztroskie. Śmieje się z tego, bo jakbym się cofnął w czasie, to były to troski proporcjonalne do okresu dorastania (śmiech). Z perspektywy czasu jednak, to było życie beztroskie jednak. Ja się bardzo dużo śmiałem, płakałem ze śmiechu, dostawałem ataków śmiechu. Teraz już rzadziej 🙂 Teraz lubię się uśmiechać, lubię żartować, robić głupie rzeczy, ale bardzo często chodzę też smutny, zadumiony. Gdzieś tam bliskie mi osoby widzą, że wpadam czasem w takie momenty, że muszę się specjalnie jeszcze trochę bardziej „poddepresować”, bo przez całe życie, ulubione rzeczy, których słuchałem, to one nigdy nie były wesołe specjalne. Śmieję się, że nie umiem napisać wesołej piosenki.

Poczekaj, wszystko jeszcze przed tobą 🙂

Ale nie wiem, czy chcę do końca.

A to już jest inna kwestia. Nie chcesz, czy nie potrafisz. Uważam, że byś potrafił. 

Aaaa widzisz, a ja nie wiem. Trzeba czasami też zdać sobie sprawę z tego, że..

Na wszystko przychodzi odpowiedni moment?

Tak.

Fot. Maria Peda- Peda Fotografia

Jedyny pewnik w życiu, to zmiana. Nie ruszymy z miejsca, jeśli zasiedzimy się tu, gdzie jesteśmy teraz. Ciężko zrozumieć mi ludzi, którzy narzekają, że jest im źle, coś im się nie podoba, ale nie robią nic, żeby to zmienić. 

Bo wiesz co, świat się po prostu tak dzieli. Czasami jest tak, że możemy oczywiście powiedzieć, dlaczego tak ktoś myśli itd., ale w finalnym rozrachunku i tak ktoś będzie myślał, jak myśli, a Ty będziesz myśleć, jak Ty myślisz. To jest piękne, bo jesteśmy różni. Smutne, bo mamy świadomość, że pewne rzeczy nie będą do przeskoczenia.  Stąd zawsze będzie konflikt, polaryzacja społeczna. Zawsze. Może ona jest teraz głośna, bo mamy inne media, jest zakrzykiwanie.

Kiedyś nie mówiło się o pewnych rzeczach, bo nie było takich możliwości, żeby o tym mówić, żeby to nagłośnić.

Dokładnie, ale od zawsze gdzieś te podziały były. Zgody i niezgody w wielu kwestiach, w podejściu do życia też, a może przede wszystkim. Mam osoby w swoim otoczeniu, ze Szczecina, które nigdy stąd nie wyjechały i nie odczuwają takiej potrzeby. Czy narzekają na pewne kwestie w swoim życiu? Oczywiście, że tak, ale też odnajdują tu szczęście. Kim ja jestem, żeby oceniać ich podejście?

Tak, dla każdego szczęście jest indywidualną kwestią. Mieszkając jakiś czas w Grecji nauczyłam się wiele, dostrzegłam tę inną mentalność, inny sposób patrzenia na wiele rzeczy, a przede wszystkim na drugiego człowieka. 

To jest inny mental. Grałem niedawno festiwal filmowy w Krakowie, przyjechał tam zespół z Teneryfy, z którym występowaliśmy. Ja i Ania Karwan byliśmy polską reprezentacją, tak to nazwijmy, to było… ohh… radość, otwartość, do przodu, chcemy razem, rodzinnie. Wiesz co zaobserwowałem? Na wszystkich takich festiwalach muzycznych, typu Opole, chociaż Opole to muszę trochę obronić, bo kiedyś było gorzej, ale tak, jak byłem ostatnie dwa lata, bo dwa lata temu była wielka afera, rok temu już jej nie było. Po Opolu, tam jest taka knajpa, Starka się nazywa, w tej Starce jest zawsze jakiś after. Ja byłem na pierwszym afterze i byłem też na tym po drugim Opolu. Słuchaj, po drugim Opolu after się skończył o siódmej rano, Andrzej Krzywy na klawiszach coś grał, ktoś na gitarze, ktoś na saksofonie, myśmy z Małgosią Ostrowską darli ryja, śpiewaliśmy, masa artystów, ale jest jedna wielka miłość. Małgosia ze łzami w oczach- my się z Małgosią bardzo lubimy, bo zdarza nam się razem grywać parę razy w roku- mówi „Kurczę, Ukeje, co się w ogóle dzieje, jest tak, jak kiedyś”. A zazwyczaj w ostatnich latach, jak mi się zdarzało być na jakichś Festiwalach, to jest oczywiście atmosfera fajna, tylko tworzą się jak zwykle podgrupy, spędzają później w swoim towarzystwie czas, nie ma tej atmosfery, żeby zrobić to razem. Co w przypadku ekipy z Teneryfy nie miało miejsca, wręcz przeciwnie, jesteśmy wszyscy jedną rodziną, musimy ten wieczór spędzić razem. Zgarniali nas, żeby wspólnie coś zrobić, spędzić czas 🙂 Zrobili to w sekundę i mieliśmy piękny wieczór 🙂 Celebrowaliśmy to, co zrobiliśmy. Szykowaliśmy się dwa dni, ja ponad dwa tygodnie w domu, tyle słów po hiszpańsku do zaśpiewania, to było katastrofalne (śmiech). Zrobiliśmy coś pięknego. Jedyną taką sytuacją zaobserwowaną w Polsce, to było po występach kabaretów. Oni mają tak, że po występie każdy każdemu dziękuje, do każdego trzeba podejść, uściskać, co jest zajebiste. Ja to kultywuję na każdej większej imprezie jak jestem. Zawsze dziękuję wszystkim z ekipy technicznej, artystom, cieszę się, że mieliśmy okazję wspólnie dzielić energię na deskach sceny.

Uważasz, że nam, Polakom, brakuje doceniania, wdzięczności?

Myślę, że troszeczkę tak. Mamy trochę inny mental. Jesteśmy takim trochę smutnym narodem, ale ja nie zamierzam z tym walczyć, bo tacy jesteśmy. To się samo zmieni, jeśli ma się zmienić, bo czasy się zmieniają. Nie będę walczyć z wiatrakami. Mogę się natomiast koncentrować na tym, co chcę kultywować.

Co byś chciał kultywować?

Wolność samodzielnego myślenia. To na pewno. Ostatnio miałem taką dyskusję, bo wszyscy mówią „o, ta, wiadomo jaka partia, że mają swoje media, że TV PiS itd.”. Ja mówię „Stary, ok, ja nie wnikam, jakie masz przekonania, to mnie nie obchodzi, ale opozycja też ma swoje media, mimo wszystko”. Wiesz, TVN zazwyczaj i tak ma większą oglądalność niż TVP.

Odnoszę wrażenie, że my nie potrafimy ze sobą dyskutować. To zawsze kończy się tym, że jeden atakuje drugiego.

Tak, nie potrafimy wymieniać myśli. Mam nadzieję, że z czasem będzie się to zmieniać.

Fot. Maria Peda- Peda Fotografia

To na koniec moje ulubione pytanie 🙂 3 nietypowe fakty na temat Damiana Ukeje 🙂

Łooo…. Co za pytanie. Nietypowe fakty…

 Pamiętaj- nie coś, co jest powszechnie znane, bo wiesz, że sprawdzę (śmiech) Mogą być głupie 🙂

Wygrałem kiedyś ogólnopolski konkurs Coca-Coli, pisząc hip-hopową piosenkę. O Coca-Coli.

A była radosna? 🙂

Taaak 🙂

A widzisz?! Czyli jednak potrafisz! 🙂

No rzeczywiście! 🙂 Jeszcze dwa fakty nietypowe…

Mamy czas… 🙂

Czekaj, czekaj, zastanawiam się, co mogę powiedzieć (śmiech). To mogłoby być nietypowym faktem, ale to już się wytnie, na przesłuchaniach w ciemno odpadłem. Tam nie było żadnej ustawki, to było spowodowane tym, że były cztery dni przesłuchań, ja byłem trzeciego dnia, a pierwszego dnia jurorzy sobie te grupy prawie zapchali. Okazało się, że są jeszcze tylko cztery miejsca, a dużo uczestników, no i poprosili, żeby czwartego dnia przyjść jeszcze raz. Przyszedłem tak samo ubrany, zaśpiewałem tę samą piosenkę, bez gwarancji, że się dostanę, ale się dostałem wtedy, dalej historia znana 🙂 To taki nietypowy fakt (śmiech). Ale wiesz co, teoretycznie możesz o tym napisać, bo nie było żadnej ustawki, nic. Dostałem z resztą informacje od samego Rinke, producenta, że to nie oznacza, że idę do programu. To była pierwsza edycja, nikt nie wiedział, jak to będzie wyglądać jeszcze. Trochę było zamieszanie. Jurorzy też byli pod wrażeniem, jak ktoś przyszedł, fajnie zaśpiewał. Nagle się okazało, że wszyscy mają komplet. No to, to będzie drugi fakt 🙂

Idziesz na łatwiznę 🙂

Może, ale czy w życiu nie chodzi o to, żeby być też dla siebie łaskawym? 🙂 Stawiać sobie cele, wyzwania i być dla siebie też twardym.

 No dobra, to jeszcze jeden fakt 🙂 Może być totalnie od czapy. Ja na przykład zawsze kupuję mandarynki w parzystej ilości 🙂

O mój Boże, naprawdę? 🙂 Ty, ale nietypowy fakt! Zajebisty! Czekaj. Uwielbiam rolki. Kocham rolki. Kiedyś takie rzeczy robiłem na rolkach… Skakałem ze schodów.

To tak jak ja! Jeździłam z górki, która była zaraz przy ulicy, bez kasku i ochraniaczy.

A miałaś z tyłu hamulec?

Nie lubiłam. Jak dostawałam rolki, to pierwsze, co musiało być zrobione, to hamulce odkręcone.

No to szacun! 🙂 (brawa Damiana 😛 ) Słuchaj, tym hamulcem można sobie zrobić więcej krzywdy. Ciekawe jakie teraz są rolki, kauczukowe koła to teraz jakiś standard?

 Mam nadzieję, kiedyś kauczuki, to było coś!

To było wooow!

To, co? Idziemy na rolki 🙂

Tak, to będzie druga część naszego spotkania. Zobaczysz, wtedy na pewno zrobię sobie krzywdę (śmiech)

Będziemy cię ratować (śmiech). Dziękuję Ci bardzo za spotkanie i za odsłonięcie swojej duszy 🙂


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *