Rozmowy :)

Z Damianem Ukeje o życiu, muzyce, zachwytach i… przyjemnościach :) cz. I

Z Damianem Ukeje o życiu, muzyce, zachwytach i... przyjemnościach 🙂 cz. I

Spotykamy się w restauracji, w samym centrum Szczecina. Chwila oczekiwania (już więcej nie będę wypominać, obiecuję! :P) i rozpoczynamy rozmowę. Stres odpuścił już po pierwszej wymianie słów i zaczęła się opowieść. Szczera, prosto z serca, momentami zabawna, a momentami bardzo refleksyjna. Życzę sobie samych takich rozmówców i takich ludzi, jakim jest Damian 🙂 Zapraszam Was w podróż do naszego pokręconego świata 🙂

Fot. Maria Peda- Peda Fotografia

Rok 2011, The voice of Poland, zostajesz najlepszym głosem w Polsce, rok pracy nad albumem, promocje, koncerty. Chyba łatwiej byłoby zamieszkać w Warszawie, jednak wróciłeś do ZS. Czujesz jakąś magię w tym mieście, czy to jest raczej związane z tym, że masz tu przyjaciół, rodzinę? A może po trosze jedno i drugie? 🙂

Niby mam rodzinę, przyjaciół tutaj, ale zauważyłem jedno- jak jestem w Szczecinie, jestem bardzo mało aktywny socjalnie. Nie następuje interakcja z życiem szczecińskim. Chociaż lubię to życie. Jeżeli zdarzy mi się wyjść na miasto, gdzie zawsze spotkam jakichś kolegów, koleżanki, muzyków, gawędziarzy :), to spędzam ten wieczór czarodziejsko, obficie wręcz, naprawdę. Ale stałem się chyba troszeczkę takim introwertykiem i unikam świata, ale Szczecin traktuję trochę jak taką swoją enklawę spokoju. Nie ukrywam, że gdzieś tam biję się z myślami nad Warszawą, bo gdzieś tam cały czas ciągnie mnie realizacja swoich planów, pomysłów muzycznych. Boję się, że to nastąpi. Jeżeli to nastąpi, to tylko na trochę.

Czego się boisz?

Bo lubię ten spokój, który tu mam. Cenię sobie spokój. Cenię sobie to, że nie odczuwam wszędobylskiego pędu, że wszyscy gdzieś biegną na złamanie karku.

Nie masz wrażenia, że w Warszawie każdy jest bardziej anonimowy? Ja za każdym razem, gdy jadę do Warszawy mam wrażenie, że każdy wie i widzi, że nie jestem stamtąd 🙂 Takie może bezsensowne przekonanie.

Wiesz co, coś w tym jest. Sam tak mam. Siedziałem trochę w Warszawie, może nie w latach, ale bardzo często bywam, plus zdarza mi się pojechać na dłużej- miesiąc, dwa, różnie. Sam wiem po swoich znajomych, że jak ktoś ze Szczecina przyjedzie do Warszawy i gdzie spędza wolne chwile? Jak słyszę, że w Złotych, to sobie myślę- turysta (śmiech) 🙂 Sam mam już takie miejscówki w Warszawie, gdzie jest okej. Nie wiem, o co chodzi. Biję się z myślami, wiesz, bo teraz mi to chodzi po głowie. To taki świeży temat. Nie chciałbym uciekać ze Szczecina, lubię to miasto. Kocham je nawet w jakimś stopniu.

Czasami fajnie gdzieś pojechać, zatęsknić, wrócić i docenić to, co jest tutaj.

Tak, zdarzyło mi się mieszkać ostatnie dwa lata pod Wrocławiem na przykład, kiedyś przez trzy lata mieszkałem w Poznaniu. Każde z tych miejsc cenię w indywidualny sposób, ale zawsze wracam do Szczecina. Zawsze jak wracam tutaj, to mam takie wewnętrzne przekonanie, że jestem u siebie.

Mieszkałam trochę poza Szczecinem, ale zawsze lubiłam tu wracać.

Coś w tym jest. A może to nasze takie wbite genetycznie zachowania, że lubimy wracać w miejsca, które znamy. Mam masę znajomych, którzy zmienili totalnie swoje życie i przestali traktować dom, z którego wyszli jako konieczność powrotu i żyją gdzieś indziej, żyją szczęśliwie, gdzieś indziej mają dom. Zobaczymy, jak to wszystko wyjdzie. Możemy planować, a Bóg, czy kto tam siedzi na górze, może się śmiać z naszych planów 🙂

Fot. Maria Peda- Peda Fotografia

Przygotowując się do dzisiejszego spotkania obejrzałam trochę wywiadów z Tobą, zarówno z początku kariery, jak i tych późniejszych. Dojrzałeś, muzycznie, życiowo, przepraszam za to, ale uważam, że jedno wychodzi z drugiego, oczywiście na plus. Czym wg Ciebie Damian Ukeje z pierwszej płyty różni się od tego z drugiej? Muzycznie, życiowo 🙂

O rany 🙂

Mówiłam, że będę zaglądać w Twoją duszę 🙂

Tak, ale fajnie, że nietuzinkowo podchodzisz do sprawy, bo milion razy rozmawiałem o pierwszej płycie i o drugiej, ale nikt nigdy nie zapytał się mnie o to w ten sposób. Wydaje mi się, że zmieniłem się o 180 stopni, a zarazem bez zmian. 180 stopni dlatego, że tak, jak zauważyłaś, też mam wrażenie, że jest to dojrzalsze, że przestałem być chłopakiem, który nosi t-shirty z wielkimi logosami, czapkę z daszkiem, który tylko „drze ryja” JNa pewno jest to też wymogiem tego, że czasy też się zmieniają. Wtedy byłem młodszy, gdzieś ten bunt zakorzeniony jeszcze miałem. Na głowie też, w postaci niesfornej fryzury (śmiech).

Przeciwko czemu się buntowałeś?

Generalnie zawsze byłem krnąbrną osobą, wiesz.

Naprawdę? (śmiech)

Naprawdę, może tego nie widać (śmiech). W szkole zawsze pod prąd. Wszystko, co jest systemowe, co narzuca mi myślenie, jest to dla mnie problematyczne i nie lubię tego robić, więc co by to nie było, wzbudza to we mnie pewien rodzaj… lekkiej agresji chyba już. Ważę już słowa.

Gryziesz się w język?

Gryzę się w język.

Często? (śmiech)

Tak i nie. Mówię otwarcie to, co myślę. Natomiast wiem, że ludzie przywiązują wagę do słów, czasami mocno je nadinterpretując. Na pewne rzeczy nie mamy wpływu. To tak, jak z albumem. Jak pracuję nad płytą, to gdzieś tam muszę wpadać w wir własnych przemyśleń, spraw, które muszę przerobić, bo jest to też forma terapii, w momencie, w którym utwór wychodzi na światło dzienne ja już nie mam na niego wpływu. Nie wiem jak go ludzie odbiorą, mogą pomyśleć sobie zupełnie coś innego. Zdarzyło mi się tego doświadczyć niejednokrotnie. Jest to zaskakujące, ale też zabawne na swój sposób, jak ktoś czegoś nie rozumie :), bo później osoby bliskie mi mówią „słuchaj, jeżeli ktoś myśli tak, to spróbuj w takim razie tak”. I tu mi się włącza ta krnąbrność „no nie, come on :)”

Fot. Maria Peda-Peda Fotografia

Krótki czas po finale Voica poważnie zachorowałeś, lekarze z trudem Cię odratowali. Takie wydarzenia nie przechodzą bez echa. Jak to wpłynęło na twoją twórczość i podejście do życia, decyzje, które podejmowałeś?

Tak. Tytułem wstępu tylko powiem, że otarłem się o śmierć. Jak trafiłem do szpitala, to tak się złożyło niefortunnie, że według lekarzy miałem 50% szans na przeżycie, a to było już drugi raz, gdy zbliżyłem się do takiego krytycznego stanu. To bardzo dużo zmienia w głowie. Masz świadomość tego, jak kruche jest twoje jestestwo. Jak to wszystko może zniknąć w sekundę. Jak nie warto jest tracić czasu na milion pierdół. Śmieję się, że po tych dwóch sytuacjach, po pierwszej to już zaczęło się dziać,a po drugiej, to się tylko utwardziło, że zacząłem odgrywać momentami- sam dla siebie, albo czasami dla najbliższych- rolę, jak Sensei w Karate Kid. Nie ten chłopak, który się uczył bić, tylko ten Master jego, że wiesz „spokojnie, musi być spokój, równowaga”. Myślę, że bardzo dużo o tym słychać w drugim wydawnictwie na płycie. 

Podczas tworzenia drugiej płyty zastanawiałeś się, jak osiągnąć spokój, równowagę. Udało Ci się?

W jakimś stopniu tak, ale w myśl tego, że zawsze panuje równowaga, w pewnych sprawach udało mi się znaleźć równowagę i spokój i to mi pomoże na pewno na przyszłość, ale inne kwestie niestety strasznie zburzyło. Z drugiej strony, zapewne wiesz 🙂, że po wydaniu płyty „UZO” moje życie też się zmieniło pod kątem partnerki. To też były nowe doświadczenia, nowy człowiek w moim życiu. To też miało na pewno na mnie jakiś wpływ. Więc w pewnych kwestiach na pewno tak, a inne kwestia wyjaśnię na następnym wydawnictwie, nad którym właśnie pracuję 🙂

 W jakim kierunku będziesz szedł na najnowszym albumie? W tym samym co na pierwszym, drugim, czy w ogóle w innym?

Wydaje mi się, że to będzie naturalny rozwój po „UZO”, ale na pewno stylistycznie będzie zróżnicowany. Będzie czuć różnicę. Wydaje mi się, że nie aż tak mocną, jak w przypadku pierwszego i drugiego albumu, bo pierwszy był jednak mocno gitarowy, drugi akustyczny miejscami i syntetyczny, a tu chciałbym troszeczkę więcej pokazać rasowego brzemienia. Nie lubię mówić o kwestiach „co będzie” 🙂 Wiem, że w sposobie śpiewania, podejścia do muzyki pozmieniało mi się w głowie ostatnio w kilku miejscach. Jaram się tym, co się dzieje teraz, bo mogę, dla mnie przynajmniej, teraz w bardzo nietuzinkowy sposób powyrzucać z siebie rzeczy, które leżą mi na wątrobie. Bardzo się z tego cieszę.

Gdy postanowiłeś iść w bardziej liryczny klimat, chłopaki z zespołu- delikatnie mówiąc- nie podzielali Twojego entuzjazmu 🙂

W ogóle (śmiech), ale grają teraz podobnie. W sensie, że stonowali trochę 🙂

Nie miałeś wtedy chwili zwątpienia, myśli, że może jednak warto zostać przy czymś sprawdzonym? Bałeś się tego muzycznego wyzwania, czy byłeś bardziej podekscytowany?

Dziewczyno, ja byłem po prostu…. Baardzo zestresowany najdelikatniej rzecz ujmując (śmiech). Chwilę wcześniej graliśmy na Woodstocku. Darliśmy ryja, nasz koncert się podobał. Po koncercie na Woodstocku skończyły się, z tej strony odbiorców muzyki gitarowej, jakieś docinki, które wcześniej miały miejsce, bo jednak jest to środowisko bardziej konserwatywne i dla nich Damian Ukeje to był koleś, który jest produktem telewizyjnego talent show. Dla nich nie miało znaczenie to, że bawię się, tak to nazwijmy.  

Fot. Maria Peda- Peda Fotografia

W jednym z wywiadów wspominałeś, że dotknął Cię kiedyś hejt, również w świecie muzycznym. Muzyka była jednym ze sposobów na poradzenie sobie z tym?

Zawsze. Zawsze jest taka myśl „oczekiwania innych vs ty”. Włącza mi się wtedy myślenie „kurde, stary, jesteś krnąbrny, a mówimy o muzyce i jak zrobisz coś wbrew sobie, to będziesz się z tym źle czuć”.

Wtedy fani również by wyczuli nieszczerość.

Też tak mi się wydaje. 

Jak zareagowali fani na taką rozbieżność? Bo pierwsza płyta miała w sobie trochę buntu, rockowej „szarpaniny”, była ta krnąbrność, druga jest już bardziej liryczna.

Zawsze znajdzie się grupa fanów, która będzie odbierać w inną stronę. Prostym przykładem jest utwór, który wydałem kilka miesięcy temu „Ja Ikar”, który jest stylistycznie najprostszym tekstem, który wyszedł spod mojej ręki, aczkolwiek dla mnie, ale tylko dla mnie, on ma podwójne i potrójne dno w tej prostocie właśnie. Natomiast wiele osób odebrało to jako…

Grafomanię?

Tak, tak, ale wiesz co, ja jestem odporny na hejt totalnie. Wręcz, wiem jak to zabrzmi, jak jakiś debil po prostu :), ale czerpię przyjemność czasami z czytania rzeczy na swój temat, bo wiem jak ja mam myśleć. 

Uważam, że jeśli ktoś mówi za twoimi plecami o tobie, tak jak hejterzy, bo oni przecież nie powiedzą tego nigdy wprost, to nie bez powodu są właśnie za twoimi plecami. To znaczy, że wyprzedzasz ich o parę kroków i może to ich boli.

Oczywiście, to raz. A dwa, powiedziałem sobie kiedyś, że wszelkie dźwięki, które będą wychodzić pod szyldem Ukeje, bądź Damian Ukeje, bo kiedyś było same Ukeje, teraz częściej z imieniem się tytułuję :), to będzie to totalna dowolność stylistyczna. Chciałbym naprawdę za parę lat zrobić coś bardzo dziwnego muzycznie, co będzie w totalnie innym nurcie. Nie wiem, strzelam teraz dla zabawy- hip hop, czy coś, oczywiście aż tak się nie wydarzy 🙂

Ale była u Ciebie zajawka hip-hopem, bluesem. To jest fajne, bo uważam, że nie należy szufladkować artystów i czerpać inspirację z różnych źródeł. To jest jak najbardziej ok, a nawet pożądane.

Odsyłam do trzeciego wydawnictwa w tym roku (śmiech),bo mam tam parę miejsc, w których mam zamiłowanie do muzyki rymowanej, w szybszym tempie miejscami, różnych zawijasów 🙂

Fot. Maria Peda- Peda Fotografia

Pamiętasz ten moment, kiedy poczułeś, że jednak rock jest tym, co najbardziej Ci w sercu i duszy gra? Czy to był ten moment, kiedy dostałeś od księdza Kacpra pierwszą płytę Metallica i usłyszałeś The Unforgiven? Czy może jakiś inny utwór? Kiedy poczułeś, że rock, to jest właśnie to? Nie zapytam Cię dlaczego rock, bo wydaje mi się, że tego nie da się wytłumaczyć.

Czasami się nie da, ale wiesz, pierwsza podjarka muzyczna, jak byłem małym berbeciem, to hitem wtedy był Dr Alban i MC Hammer i mi się to podobało, ja się jarałem tą muzą jako dzieciak. Z muzyką gitarową było tak, że kolega z klasy, ksywa „Niedźwiedź”- Bartek Hirek, Boże, aż mnie ciary przeszły (śmiech), bardzo się lubiliśmy i on mi pokazał gdzieś na walkman’ie jakiś utwór, nie pamiętam, czy to była Metallica, jakieś starsze rzeczy Master of Puppets, wydawnictwo And justice for all . Kurde, ta agresja, wiesz. To mi wjechało, zrobiło mi to dobrze. Mam w sobie zawsze jakieś naturalne pokłady energii, które na scenie lubię pożytkować i muzyka gitarowa wiąże się gdzieś z tym rodzajem energii, więc robi mi dobrze 🙂

No dobra, to mamy Metallicę, ale były też takie zespoły jak Slipknot, Korn, Coma, Lipa i Illusion, Adam Darski, jakie są teraz Twoje muzyczne zachwyty/inspiracje?

 Hahahah, Eminem 🙂

 Uwielbiałam go za dzieciaka! 🙂 I chyba zostało mi do tej pory 🙂

 Miałem bardzo długą przerwę z tym artystą, dopóki w zeszłym roku nie wydał płyty „Kamikaze”, która mnie rozwaliła na kawałki. Teraz odpalę Spotify i na mojej liście treningowej będzie prawie w całości ten album, a na pewno w liście najczęściej słuchanych utworów będzie przewijać się Eminem. Lubię też polski hip-hop. Lubię wspierać też artystów, których znam. Koleguję się chociażby z Matheo, który jest producentem i dzięki niemu wszedłem bardziej w szczeciński rynek hip-hopu. Nie łykam go może w całości, ale jestem fanem jego „ręki”. Góral ostatnio wydał z nim mixtape, bardzo mi się podobał, mam parę piosenek też na swojej trackliście, ale jeśli mam być szczery, to Eminem. I mówię to poważnie, bez ogródek. Było parę wydawnictw, ale gitarowo w ostatnich latach nic mnie nie porwało. Gadałem dwa dni temu z moim przyjacielem, z którym robiłem płytę „Uzo”, że chcę zrobić drugi projekt, poboczny zupełnie, o kompletnie innej nazwie, który będzie agresywny, nie zawsze, ale chcę, żeby to było miejsce na mocniejszy akcent, bo jest to moja natura też i nigdy się jej nie wyzbędę. On mi powiedział „Stary, przyjrzyj się, przez ostatnią dekadę, co wypłynęło, ludzie już w to nie idą”. Śmieliśmy się, że Nocny Kochanek, bo żaden z nas nie jest fanem, chociaż niech robią, co chcą, ja się nie wbijam, nie mój kawałek tortu. Ale jestem fanem zespołu Tenacious D, zespołu, który też robi sobie trochę kabaret, ale mimo wszystko jest to inny rodzaj kunsztu i przekazu. W każdym razie, co zaobserwowałem, że kilku moich kolegów, którzy normalnie nie byliby fanami Nocnego Kochanka, jednak się przekonali. Dlaczego? Dlatego, że tęskno im też do ciężkich dźwięków i moją odpowiedzią na to było „Stary, ale co tak naprawdę wypłynęło przez te 10 lat?. Ja wiem, że nic nie stało się drugą Comą, czy Kultem. Illusion, czy tak dalej, ale z drugiej strony, czy słyszałeś jakiś zespół, który swoją twórczością zapadłby Ci w pamięć?”. Wiesz, ani ja, ani Kikut, o którym mowa, nie słuchamy radia, tylko sami szukamy muzyki.

W dobie Internetu, Youtube, to jest po prostu morze twórców.

Tak. I szczerze odpowiadając, nic mnie nie porwało. Bardzo dużo muzyki wtórnej, a ja jestem cięty na wtórność. Jak słyszę coś, co jest podobne do czegoś, to dla mnie to jest po prostu strata czasu.

Nawet Twoje „Moje Boskie Buenos” jest totalnie inne od oryginału.

Dla mnie byłoby stratą czasu granie tego, w ten sam sposób. Kompletnie nie miałbym z tego żadnej frajdy. Nienawidzę robić rzeczy, z których nie mam frajdy, po prostu ich nie robię. Muzyka, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, tak jak mówisz, te gatunki to aż się prosi, żeby je mieszać. Fajnie, że się mieszają. Bardzo dużo się wydarzyło fajnego w hip-hop’ie, oczywiście bardzo dużo złego też, w popie bardzo dużo dobrego, tak samo dużo złego, ale wydarzyło się bardzo dużo dobrego. W alternatywie- super zajebiście dużo fajnych rzeczy. W rocku nic się nie wydarzyło, przynajmniej jak dla mnie. Nic kompletnie.

 

Fot. Maria Peda- Peda Fotografia

Może to jest takie przekonanie, że rock powinien być mocny, agresywny i ludzie boją się z tym eksperymentować.

Czy ja wiem? Powinien być… Ja już nie wiem, co powinno być. Z jednej strony masz Metallicę, z drugiej strony masz np. Pearl Jam- Jeremy, których największe przeboje są tymi najlżejszymi paradoksalnie. Rock to jest po prostu osobna para kaloszy, w sposób inny wysyłająca energię. Co nas ogranicza, to wtórność i brak pomysłu na tą muzykę w sposób obecny, dlatego wiele zespołów rockowych zaczęło grać po prostu miękko.

Straciły pazur?

Przecież. Ale wiesz, licentia poetica. Jak gra im to w sercu, to może tak trzeba. Wydaje mi się, że za chwilkę wróci, ponieważ kiedy rock eksplodował? W czasach, w których bardzo źle się nam działo po prostu. Ciężki mental społeczny itd. Przez ostatnich dziesięć lat żyliśmy w czasach rozkwitu telefonów komórkowych, tabletów itd., żyło nam się zajebiście. Ale ostatnio zaczyna być nerwowo społecznie, więc możliwe, że gdzieś tam to wróci. Hip-hop stał się agresywny bardziej, to zauważyłem na pewno. Eminem to w sumie zapoczątkował, wydając płytę Kamikaze. Tym się właśnie jaram, że przestało być tak wesoło albo przestało być śpiewane o smutnych blokach i osiedlach, bo ile można o tym śpiewać. Co on zrobił? Zjebał całą branżę hip-hopową „co wy ludzie robicie?”. Odpalił bunt. O to mi chodzi, o energię. Ona się musi pożytkować w jakiś sposób zawsze.

Wróćmy do tego mieszania. Muzyka rockowa i filharmonia nie dla każdego idą w parze. Jednak Wy, artyści projektu Symphonica, pokazaliście, że symfoniczna wersja największych hitów rockowych z lat 80 i 90 to strzał w dziesiątkę! Piękne i nieoczywiste połączenie dwóch światów, tak diametralnie od siebie różnych. Atmosfera, energia, przepiękna oprawa muzyczna i niesamowite głosy. Z takiego koncertu można wyjść tylko z jednym podsumowaniem „WOW”. Wielki szacunek dla Was za ten projekt. Jakie odczucia, jako artysta, miałeś podczas tych koncertów i przy ich tworzeniu?

Jak się czułem? Uff…super! Super. Ja lubię grać te utwory. To są rzeczy, których słuchałem za dzieciaka. Uwielbiam to łączenie światów.

Patrząc na to, jakie było zainteresowanie tym projektem, w Szczecinie dwa koncerty, pokazuje, że ludzie potrzebują takiego odświeżenia.

Tak. Widać to też fajnie w muzyce Krzyśka Zalewskiego, który zaczął miejscami też agresywniej grać. Ludzie w to wchodzą i to jest zajebiste. Mnie to cieszy, że jest na to miejsce i wcale nie dziwi też. O, właśnie, kto wypłynął, to może Zalewski właśnie.

Ale on też nie jest taki stricte rockowy.

No właśnie 🙂 Tu jest puste miejsce. Ja sam w sobie czuję, nie patrzę pod kątem marketingowym, nie napiszę nigdy piosenki w ten sposób. Od jakiegoś roku, dwóch już tak czuję podskórnie, że się wydarzy zaraz drugi skład. Ja nie chcę go firmować w ogóle swoją mordą, nic z tych rzeczy. Tam ma być czysty przekaz, czysta energia, czysty strzał. Będzie to coś zupełnie innego. Mam jeszcze inne rzeczy na głowie, ale na razie nie chcę jeszcze o tym gadać.

Fot. Maria Peda- Peda Fotografia

Marzenia się spełniają 🙂 Zaczynałeś mając 16 lat, jak sam wspominałeś w bluesowym zespole, potem było Fat Belly Family, The Voice i w końcu Ukeje.

A wiesz, jak było z tym Fat Belly w ogóle? 🙂 Ja byłem parę miesięcy wcześniej na koncercie. Coma zagrała w Szczecinie, supportował Fat Belly Family z Łukaszem Drapałą na czele i poszedłem tam z moim najlepszym przyjacielem Jackiem na ten koncert, siedziałem i mówiłem do Jacka „Stary, ale fajny zespół, co ja bym dał, żeby grać w takim zespole!”. Dokładnie to do niego powiedziałem 🙂 Mija parę miesięcy i Fat Belly sami się ze mną skontaktowali. Nie wierzyłem wtedy. Trzeba uważać z życzeniami 🙂 One się naprawdę spełniają. Jeśli nie tylko myślisz o tym, ale i działasz w tę stronę.

Ale twoja droga do bycia muzykiem nie była prosta 🙂 Po drodze przedstawiciel handlowy  w panoramie firm, sprzedawałeś elementy złączne, o których pewnie nie miałeś pojęcia. Pokrętna droga do bycia muzykiem 🙂

O jezu, co ty mi mówisz teraz (śmiech). Tak, bardzo pokrętna.

Wyniosłeś coś z tych doświadczeń dla siebie? Uważam, że nic się nie dzieje bez przyczyny i trafiamy w takie miejsca po to, żeby się czegoś nauczyć, coś docenić. To tak, jak z ludźmi. Jednych spotykasz i zostają w twoim życiu, a innych spotykasz tylko po to, żeby dali ci lekcję.

Też mi się tak wydaje. Zgadzam się z Tobą w 100%. W ogóle ostatnio mam takie przemyślenia na swój temat, że tak jak jestem mieszany, gdzieś po środku, to oczywiście czuję się Polakiem, mówię po polsku, tu żyję, to jest moje życie, moja ojczyzna.

 No właśnie. Mama Polka, Tata Nigeryjczyk. Dwie totalnie różne kultury, które się w Tobie przenikają. Jak bardzo wpływa to na Ciebie i Twoją twórczość?

Wpływa. Całe życie, nie ja, ale czułem to też społecznie, oczywiście nie wśród najbliższych i nie wszyscy. Dzieciństwo miałem ciężkie pod tym kątem. Tu nie było taryfy ulgowej w ogóle 🙂  Łącznie z takimi mocnymi akcentami jak zamach na życie. Koleś na połowinkach w Soho z nożem, naziol taki, który się chwalił, że zamierza wbić nóż w plecy czarnuchowi. Podjął próbę. Grupa piętnastu skinhead’ów chciała mnie „zbutować”. Na szczęście obok był klub znajomych i udało mi się zawołać ochroniarza Sławka, który wcześniej spędził w więzieniu parę lat za dotkliwe pobicie czterech osób, więc gdyby nie on, to byłoby bardzo źle, bardzo źle.

W jednym z wywiadów, gdy ukazała się Twoja debiutancka, powiedziałeś: Chciałbym też czuć się artystą, ale nie takim, jak mnie teraz nazywają. Teraz jestem kolesiem, który wydał swoją debiutancką płytę i dąży do tego, żeby to wypaliło na szerszą skalę.”Jak od momentu, kiedy zacząłeś swoją muzyczną drogę w wieku 16 lat, do teraz, zmieniło się Twoje postrzeganie siebie, jako artysty? Czy teraz czujesz się już artystą, jakim chciałeś być?

Mam nadzieję, że nigdy nie będę tym artystą, którym chcę być, bo to cały czas ewoluuje. Dążę do jakichś momentów, etapów. Jak do nich dochodzę, nie odczuwam nawet satysfakcji, że do tego doszło, bo w między czasie już mi się zmienia myślenie, że potrzebuję zrobić coś innego. Ja nawet nie zauważam tego. Mój najlepszy przyjaciel, jak zagraliśmy na Woodstocku, a to było moje wielkie marzenie, żeby zagrać na dużej scenie tego Festiwalu. Raz się zgłosiliśmy normalnie, rzetelnie, jako te kapele, które chcą zagrać, udało się przejść pierwsze losowanie, ale odpadliśmy na koncertach. Rok później znowu złożyliśmy podanie, dostaliśmy się do tych siedmiuset zespołów, z tych zespołów kolejna selekcja, poszliśmy na koncerty, wygraliśmy jeden etap koncertowy, później w Krakowie był drugi etap koncertowy i też go wygraliśmy i nagrodą główną dla nas był występ na dużej scenie Woodstock. W momencie jak schodziłem z tej sceny, ja już miałem w głowie kompozycję pt. „Film” i „Stan nieważkości” z następnej płyty.

Numery dużo spokojniejsze, niż to, co zaprezentowaliście na scenie.

Totalnie inny świat. O czym nikt z mojego zespołu nie wiedział, ja tylko to wiedziałem, bo wiedziałem, że będzie to problem, żeby to komuś pokazać. Sam nie wiedziałem, co ludzie pomyślą o tym, co oni powiedzą.

Nie uważasz, że to nas często blokuje? Że przez to „co ludzie powiedzą?” ginie wiele marzeń?

Tak, ale wiesz ile żyć jest uratowanych dzięki temu (śmiech)

Racja, każdy kij ma dwa końce (śmiech)

Dokładnie, ale zgadzam się z tobą. To jest blokada i sami ją sobie stawiamy. Dbam o to w swoim życiu, żeby te bariery przekraczać, żeby wychodzić z własnej strefy komfortu, naprawdę staram się to robić nieustannie i mam nadzieję, że nigdy nie będę artystą spełnionym. Ja jestem głodny cały czas. Głodny eksplorowania, dlatego też myślę o tej Warszawie. Tam jest więcej osób, z którymi mógłbym popracować, porobić coś nietuzinkowego, poznajdywać coś, szukać natchnienia, podjarać się czymś. Nie chodzi o to, że w Szczecinie nie ma, ale może jest tu dla mnie już za spokojnie, mam przerobione parę tematów. Możliwe, że schematy, które tutaj znam, w których się poruszam uniemożliwiają mi dotarcie do pewnych rzeczy.

Jak ja cię rozumiem (śmiech)

No widzisz 🙂

Zapraszam na drugą część wywiadu w czwartek! 🙂 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *