Rozmowy :)

Work life balance- czyli o tym, jak znaleźć równowagę w życiu

“Twoja praca wypełni znaczną część Twojego życia i by dawała Ci satysfakcję rób to, co Ty chcesz robić. Jedyny sposób na robienie dobrej roboty to robienie tego, co się kocha. Jeśli jeszcze nie znalazłeś – szukaj, nie ustawaj. To jak ze wszystkim ważnymi rzeczami – gdy znajdziesz, będziesz czuć, że to właśnie to.” – Steve Jobs.

Photo by Ayesh Rathnayake on Unsplash

Słownik języka polskiego definiuje nam szczęście oraz przyjemność, jako coś, na co  w teorii nie mamy wpływu, bo jest to zbieg pomyślnych okoliczności, czy też wrażenie wywołane przez jakieś bodźce, ale chyba nie jest tak do końca, że nie mamy na to wpływu?

Według badań japońskich naukowców, za szczęście w mózgu odpowiedzialny jest tzw. przedklinek, który jest strukturą kresomózgowia zaliczaną do płata ciemieniowego i generalnie można powiedzieć, że przedklinek jest gdzieś tam w naszym mózgu odpowiedzialny za to szczęście, ale czy my mamy na nie wpływ? Myślę, że tak, ponieważ szczęście to bardzo względne pojęcie, na które składa się wiele, różnych czynników. Czynniki psychologiczne, środowiskowe, uwarunkowania genetyczne, osobowościowe. Z przeprowadzonych przeze mnie badań wynika, że osoby z wysokim wskaźnikiem neurotyzmu odczuwają niższy poziom zadowolenia z życia, pracy, a tym samym czują się mniej szczęśliwi. Wynika to z tego, że bardziej koncentrują się na przeżywanych emocjach, na destrukcyjnych, negatywnych sytuacjach, które się wokół nich dzieją, w przeciwieństwie do osób, które są zadowolone ze swojego życia, zdrowia i pracy. Myślę, że mamy duży wpływ na nasze szczęście, jeżeli nie zachodzą w mózgu zmiany w wydzielaniu neuroprzekaźników odpowiedzialnych za dobre samopoczucie, na które nie mamy wpływu, ponieważ wynikają z choroby czy przyjmowania leków.

Mamy oczywiście słownikową definicję szczęścia, czy też przyjemności, ale każdy z nas w czymś innym upatruje tych dwóch rzeczy. Jest wiele poradników na temat tego, jak znaleźć szczęście, ale wydaje mi się, że my sami mamy problem ze zdefiniowaniem naszego szczęścia, czym ono dla nas jest. Boimy się otwarcie mówić, że chcemy być szczęśliwi?

Szczęście to pojęcie względne, powtórzę to raz jeszcze. W zależności od tego, co w danym momencie jest dla danej osoby ważne i potrzebne. Dla jednej osoby szczęście to zdrowie jej, rodziny, bliskich, rodzina, dzieci, praca, zaspokojenie podstawowych potrzeb fizjologicznych. Dla drugiej osoby wielkim szczęściem, będzie wyjazd na urlop, gdzie doświadczy przyjemnych wrażeń, emocji. Dla trzeciej wielkim szczęściem może być przejście samodzielnie z jednej strony ulicy na drugą. Dla czwartej wejście na Mont Everest, dla innej wejściem na Mont Everest, będzie kiedy wejdzie samodzielnie na pierwsze piętro po ciężkim wypadku. To naprawdę pojęcie bardzo względne, uzależnione od wielu czynników, które nas dotyczą w życiu.

Jesteśmy bardzo skupieni na pracy i na wszystkim, co z nią związane, nie potrafimy odpuścić. Czy gdybyśmy nauczyli się odpuszczać, być bardziej uważnymi, to zauważalibyśmy więcej szczęścia wokół nas, dostrzegali więcej zachwytów, małych szczęść, które są wokół nas?

Odpuszczanie, sprawia, że stajemy się bardziej uważni, na to kto i co dookoła nas jest. Myślę, że żyjemy w szybkim, dynamicznym świecie, tak szybkim, że łatwo się zapętlić 🙂 . W pracy od wielu osób wymagane są ekspresowe decyzje, wyniki, osiągnięcia, realizacja założonych celów biznesowych. Ludzie są bardzo skupieni, nie wszyscy oczywiście, na dążeniu do czegoś, tak by mieć, być, że to, co ważne umyka gdzieś.  Trudno jest odpuścić dążenie do, kiedy inni posiadają, mają to coś. Kiedy innych dzieci mają, a moje nie, więc żeby moim dzieciom nie było źle, to też im to coś dam lub kupię, wówczas będą szczęśliwe. I tak się życie toczy. Pytanie, czy aby na pewno to jest szczęście? Krótkotrwałe i pozorne tak. Dlatego nie każdy chce odpuszczać. Ludzie są na różnych etapach swojego życia. Jeden dąży by coś zdobyć, posiadać, by osiągnąć status społeczny, materialny, a drugi po prostu dąży do tego, by osiągnąć spokój. Dla każdego z nas istotne jest co innego. Proponuję zastanowić się nad tym, co chcę odpuścić? Czy chęć dążenia do, czy jakąś krzywdę wyrządzoną mi przez kogoś. Odpuszczanie, szczególnie to emocjonalne, jest ważnym elementem dążenia do szczęścia, zadowolenia z życia i spokoju.

Photo by CDMA on Unsplash

Teraz możemy idealnie nawiązać do filozofii work life balance, czyli znalezienia tej równowagi między pracą a życiem rodzinnym, towarzyskim. Wiele osób myśląc o tym przed oczami ma wychodzenie z biura przed 17.00 i następnie poświęcanie się rodzinie, czy też znajomym. Ale nie do końca przecież o to chodzi. Czy powinniśmy odgraniczać czas spędzany w pracy, czy jednak obie sfery życia traktować bardziej całościowo, holistycznie, jako integralną część?

Do work life balance, czyli równowagi pomiędzy życiem osobistym a zawodowym, możemy podejść holistycznie. Żyjemy w dwóch strefach – pracy i życia osobistego i nie da się moim zdaniem tego tak w pełni oddzielić, ponieważ przychodzimy do pracy i o tym życiu osobistym trochę opowiadamy, jesteśmy w domu i trochę opowiadamy o tej pracy. Te dwa elementy życia nakładają się na siebie, zazębiają. I ważne dla mnie w WLB jest to ,,trochę”, by praca nie zajmowała całej przestrzeni życia prywatnego i by życie prywatne nie zalewało czasu przeznaczonego na pracę w organizacji, ponieważ to staje się uciążliwe dla rodziny i współpracowników.

Czytałam wypowiedź prezesa jednej z dużych firm, który powiedział, że często najlepsze pomysły dotyczące jego pracy, firmy powstawały po rozmowach z jego dziećmi. 

To jest dobre stwierdzenie, ponieważ, dzieci ,,sprowadzają nas na ziemię” i przypominają   o użyciu wyobraźni, patrzeniu przez ,,różowe okulary”, prostych rozwiązaniach. W każdym dorosłym jest trochę dziecka, o czym w dorosłym życiu zapominamy, a spojrzenie na trudne tematy oczami wyobraźni dziecka jest twórcze i kreatywne.

Chodzi o znalezienie równowagi, czy bardziej o efektywność w pracy? Bo istnieje też teoria, taka kontra do work life balance, która mówi, że nie powinniśmy rozpatrywać tej równowagi między pracą a życiem, tylko skupić się bardziej na byciu efektywnym  w pracy, bo to głównie z tym mamy problem. Choć idąc dzisiaj na spotkanie z Panią, przyszła mi taka myśl, że jesteśmy mało efektywni w pracy, której nie lubimy. Wtedy robimy wszystko, żeby się od tej pracy oderwać. Natomiast, gdy robimy coś, co jest naszą pasją, co kochamy, to wtedy zatracamy się w tym całkowicie i chyba tu ta kontra do work life balance niekoniecznie się sprawdza.

Równowagę odnajdujemy wtedy, kiedy mamy świadomość tego, kim ja jestem w pracy i kim ja jestem w domu, ponieważ żyjemy w różnych strefach, ale też i w różnych rolach, które pełnimy. Jeśli mamy umiejętność przechodzenia z jednej roli do drugiej, wówczas odnajdujemy balans między rolami. W pracy jestem menadżerem/ menadżerką, a w domu już jestem mamą/ ojcem/ córką/ siostrą/ bratem, wtedy mamy świadomość bycia już w innej strefie (pracy lub domu). Trudno jest złapać balans, kiedy np. przychodząc z pracy do domu dana osoba, która zarządza w pracy ludźmi, dalej to czyni w swoim domu, ponieważ ma poczucie, że musi lub inaczej nie potrafi funkcjonować. Zachęcam, by znaleźć dobry dla siebie sposób na przejście z jednej roli do drugiej, co pozwoli na bycie efektywnym w każdej. To czy ja lubię swoją rolę w pracy i stanowisko ma duży wpływ na zadowolenie i odczuwanie szczęścia w pracy. Jeżeli moje stanowisko pracy jest zgodne z moimi kompetencjami, umiejętnościami i czuję sens swojej pracy, to doświadczam w niej ,,uskrzydlenia”, które może zaburzyć WLB. Tak lubię swoja pracę, że zapominam o życiu prywatnym. Ale wierzę, że osoby, które kochają swoją pracę, mają też świadomość, że żeby być efektywnym w pracy, należy trochę od niej odpocząć, koncentrując uwagę na inne aspekty ludzkiego życia, jak rodzina, hobby, sport, czy nic nie robienie w postaci odpoczywania 🙂 . Zauważam, że z większą trudnością ludziom przychodzi bycie efektywnym w odpoczywaniu, a nie w pracy, dlatego czasami staja się drażliwi już  w drodze do pracy.

Ja się staram nie denerwować, jak stoję w korkach, bo i tak nie mam na to wpływu, w zamian wykorzystuję ten czas, np. powtarzając sobie angielski, czy śpiewając swoje ulubione kawałki, nie patrząc jak to wychodzi, bo przecież chodzi o przyjemność.

Tak, dokładnie. W work life balance, czy też w ogóle w dążeniu do zadowolenia ze swojego życia, ważna jest uważność i umiejętność korzystania z tego, co mam w danej chwili. Dzisiaj mówimy o mindfulness. O uważności na relacje, na rzeczy które robimy, na swoją pracę. Umiejętność wartościowania tego, co dla mnie ważne w zachowaniu równowagi. Czy ja chcę być w danych relacjach, czy chcę podejmować się pewnych działań. Czy one są dobre dla mnie, mojej rodziny, bliskich. Istotna jest dla mnie jako psychologa biznesu, uważność na pracownika w organizacji, żeby pracownik czuł zadowolenie w swojej pracy. Współpracując z organizacjami proponuję Job Crafting, czyli proces polegający na dostosowaniu stanowiska pracy i zadań, które pracownik wykonuje, do jego zasobów, czyli – kompetencji, ulubionych czynności, wartości. Badania Amy Wrześniewski pokazują, że jeżeli praca i zadania, które pracownik wykonuje są zgodne z jego wartościami i umiejętnościami, to wtedy czuje sens i zadowolenie.

 

 

Photo by Denys Nevozhai on Unsplash.com
Photo by Lesly Juarez on Unsplash

Wiele firm robi szkolenia z wypalenia zawodowego, ale tak naprawdę pracownicy są często zwyczajnie przemęczeni w związku z natłokiem obowiązków i zadań. Nawet najlepsze szkolenie z wypalenia zawodowego nie pomoże, kiedy pracownik jest zmęczony i nie jest w stanie dać swojej energii w wykonywaną pracę.

 

Człowiek jest zmęczony w pracy, ponieważ jest przeciążony zadaniami i to jest bardzo obciążające, ale dla psychiki człowieka, który ma kompetencje i umiejętności, bardziej męczące jest niedociążenie. Mam potencjał, ale organizacja go nie dostrzega lub nie chce dostrzec. Zdarza się tak, że nie ma czasu w organizacji na przeprowadzenie przeglądu zadań i obowiązków. Jak pracownik jest sumienny, rzetelny, to mu się dokłada coraz więcej i więcej, bo jest zdolny, kompetentny, zaradny, bo tylko ona/on sobie z tym poradzi. Tak, poradzi sobie, ale do pewnego momentu. Kiedy pracownik bierze i bierze zadania, a nie odmawia, to może zadziać się z nim to, co z zapchaną rurą hydrauliczną. Wielkie BUM. W związku z czym, człowiek w pewnym momencie nie jest w stanie wytrzymać i pęka jak ta zapchana spod zlewu rura. Taka mała przenośnia. I pojawia się w głowie współpracowników myśl ,,Przecież ta osoba była taka spokojna, kulturalna, taka pomocna zawsze, a teraz mówi, że więcej zdań nie przyjmie”. Może nauczyła się być asertywną i powiedziała „nie, tyle wystarczy i basta”, albo stwierdziła, że już się ,,przeładowała’’. Przeładowanie jest dla nas bardzo destrukcyjne, męczące, jak takie przeciążenie, ale trudniejsze psychicznie dla człowieka, jak wspomniałam wcześniej, jest niedociążenie zadaniami – mam umiejętności, kompetencje, chcę, ale organizacja mówi „nie mamy co” albo „daj spokój, przestań się wychylać” albo ktoś po prostu mówi „nie mamy ci co dać”. Z przeciążeniem jesteśmy w stanie sobie poradzić – ćwiczymy, biegamy, uczestniczymy w szkoleniach z wypalenia zawodowego, asertywności, szukamy sposobów na rozładowanie tego napięcia. Jak ktoś jest niedociążony to popada w frustrację, nudę, apatię, zniechęcenie i to jest mocno destrukcyjne, dlatego też odchodzi z danej organizacji, lub w niej pozostaje, ale czuje w niej niezadowolenie. Dlatego cennym rozwiązaniem, by uniknąć wypalenia zawodowego, przeciążenia lub niedociążenia zadaniami jest Job Crafting.

 

To czasami jest chyba bodźcem do zmiany pracy, bo jest im źle. Choć są takie osoby, którym jest w pewnym sensie wygodnie i mimo tego, że jest źle, to tej pracy nie zmienią- bo kredyt, bo rodzina, która jest na utrzymaniu, bo lepsze zło znane niż nowe?

Tak, nie zmieniają pracy, bo tak jest bezpiecznie lub nie wiedzą co mogą robić innego, i czy w ogóle coś innego potrafią. Człowiek dokonuje zmiany, kiedy zaczyna być mu naprawdę bardzo źle. Jest źle, ale jeszcze do wytrzymania. Kiedy jest niewygodnie, dana osoba narzeka, marudzi, bo może ktoś się domyśli i za mnie coś zmieni, zrobi.  Liczy na to, że ktoś ją wyręczy, wybawi z jej problemów. I tak się dzieje w życiu. Pojawiają się osoby, które chcą być wybawcami i daną osobę wyręczają z poradzenia sobie z jej trudnościami. Są oczywiście sytuacje, w których wskazujemy danej osobie rozwiązanie, czy pomagamy. W pomaganiu, czy w drodze do zmiany, warto mieć na uwadze możliwości radzenia sobie danej osoby z trudnymi sytuacjami. Zmiana ma sens, kiedy ja faktycznie chcę dla siebie tej zmiany, kiedy zobaczę, że jest mi źle, niewygodnie. Wtedy robię krok do przodu. Dana osoba pozostaje w tej swojej strefie komfortu, nawet jeśli jest jej niewygodnie, bo ma w głowie przekonanie, że „no a jak zmienię pracę, to nie wiem, czy tam będzie lepiej”. To są takie sytuacje, które nas trochę ciągną w dół, bo nie widzimy jeszcze dla siebie korzyści. Wyjście ze strefy komfortu wiąże się z krokiem do przodu. Nie zawsze jeszcze jesteśmy gotowi w danym momencie swojego życia na zrobienie tego kroku, bo czegoś jeszcze nie wiemy, bo brakuje nam jakichś kompetencji, umiejętności, odwagi. Czasami brakuje osoby, która by nas popchnęła do przodu, zmotywowała, zbudowała świadomość własnych kompetencje i umiejętności.

 

Wiele takich osób na każdy argument przemawiający za zmianą, będą miały kontrargument, bo jestem za stara/y na zmianę, bo się nie nadaję.

 

Bo mają właśnie to negatywne przekonanie w głowie, że są za stare, że się nie nadają, że sobie nie poradzą. Czasami potrzebna jest druga osoba, która będzie obok i pomoże, np. zaprowadzić do urzędu, żeby założyć działalność. Przez wiele lat pracowałam w korporacji, potem trudno mi było założyć działalność, bo nie wiedziałam jak, więc mój mąż po prostu wziął mnie za rękę 12 lat temu, poszliśmy do urzędu i założył mi firmę (śmiech). A to było takie proste.

Duży kłopot sprawia nam jeszcze delegowanie zadań, nawet kiedy jesteśmy już przeciążeni? Szczególnie my, kobiety, czasami nie potrafimy oddelegować obowiązków domowych, bo przecież same zrobimy to lepiej 🙂

To jest następny element, który wyprowadza z równowagi. Dlaczego kadra zarządzająca nie deleguje? Niechęć do delegowania zadań wynika z obaw, przekonań – ,,bo ja to zrobię szybciej, szkoda czasu’’ lub lęków. Jak zacznę delegować i okażę się niepotrzebna/y dla ludzi, ponieważ pracownik wykona lepiej dane zdanie niż ja, więc mnie zwolnią. Kiedy w organizacji nie ma poczucia bezpieczeństwa lub dana osoba ma niskie poczucie własnej wartości, pojawia się lęk, strach przed utratą pracy. Niechęć do delegowania wynika także z perfekcjonizmu. Szczególnie u kobiet, ,,bo ja to zrobię najlepiej’’. I w tym miejscu potrzebna jest przestrzeń do odpuszczania. Tak, jesteś dokładna, pewnie, że zrobisz to dobrze, ale daj szansę drugiej osobie nauczenia się czegoś. Delegowanie jest elementem wysokiego zadowolenia z pracy, ponieważ delegując zadania, jako managerka/manager, dajesz szansę drugiej osobie nauczenia się czegoś innego. Sztuką work life balance jest też umiejętność oddawania zadań w pracy i domu. Kiedy deleguję, to daję możliwość rozwoju drugiej osobie.

Umiemy odpoczywać? Nie jest tak, że odpoczywając, mamy głowę dalej zaprzątniętą pracą? Niektórzy mają też wyrzuty sumienia, że nic nie robią, leżą w łóżku i marnują czas.

Jak powiedziałam wcześniej, mamy dużą trudność z odpoczywaniem. To przekonanie, że odpoczywając od pracy marnuję czas i nic nie robię dla wielu osób jest prawdą. Odpoczywając ,,restartujemy’’ ciało i umysł po pracy, więc inwestujemy czas w swoje siły i zdrowie przed następnym zadaniem.

 Pracoholicy mają wrażenie, że odpoczywanie jest bezproduktywne.

 Odpoczywanie jest ważne. Kiedy otrzymuję pytanie, co lubię robić, to z uśmiechem odpowiadam „nic” (śmiech). W sumie nie widać, żebym nic nie robiła, ale ważną rzeczą jest sztuka odpoczynku, tzw. „sztuka nic nie robienia”. Jedną z form mojego odpoczynku jest poranna kawa i od 08:00-11:00 Dzień Dobry TVN 🙂 Nogi na stole, siedzę, patrzę i słucham. Uwielbiam raz na jakiś czas tak odpoczywać 🙂  Częściej chodzę po lesie, podziwiam przyrodę, słucham śpiewu ptaków, ćwiczę, czytam, rozmawiam, spotykam się, podróżuję.  Zauważam, że osobom, które dużo pracują, trudno jest wyłączyć myślenie o pracy podczas urlopu. Na urlopie potrzebujemy nie tydzień, czy dwa, a trzy tygodnie do faktycznego odłączenia się od myślenia o pracy. Żeby nasz układ nerwowy odpoczął, wyciszył się, a procesy poznawcze- uwaga, pamięć, były skoncentrowane na przyjemnych rzeczach, cudach tego świata i relacjach z innym. Na to potrzeba czasu. Dlatego usiądź na chwilę, na 5min, 10min, złap oddech, zamknij oczy, pomyśl o czymś przyjemnym, przeczytaj, prześpij się, pospaceruj! Chętnie dajemy swój czas innym, ale zapominamy, żeby czas podarować także sobie.

Nie damy rady zadbać o innych, jeśli nie zadbamy o siebie. To jak w samolocie – najpierw zakładamy maskę tlenową sobie, by móc pomóc innym.

Dokładnie, żeby móc udzielać wsparcia innym, troszczmy się także o siebie. Czasami bierzemy tak wiele zadań, że nie mamy czasu na odpoczynek. To absurd, bo jak można nie mieć czasu na odpoczynek? Ale często to zdanie słyszę od swoich klientów. Mój sposób na odpoczynek między spotkaniami, to zamknięcie oczu na 5 min i wyciszenie umysłu.

Photo by Christopher Jolly on Unsplash
Photo by Lukas K on Unsplash

Tkwi jeszcze przekonanie, że praca to ten gorszy czas w ciągu dnia i tygodnia, gdzie musimy robić rzeczy, które nie zawsze sprawiają nam radość, a czas wolny, poza pracą, to ten czas lepszy? Jest to związane z tym, czy ludzie lubią swoją pracę?

 

Dokładnie. Jest wiele osób, które czerpią radość i przyjemność ze swojej pracy. Czują się kimś więcej w swojej pracy i dlatego ją lubią. Wrócę do job craftingu, łatwo można zobrazować sens pracy na przykładzie zawodu fryzjera. Jeżeli ja, jako fryzjer, tylko tnę i słucham opowieści klientek, to po pewnym czasie mogę się znudzić swoją pracę. Ale jeśli mam poczucie, że jestem nie tylko fryzjerem, ale trochę terapeutą, powiernikiem tajemnic życiowych, doradcą, edukatorem, nauczycielem, jestem kimś więcej w swojej pracy. Czuję sens swojej pracy, mam poczucie, że robię coś wielkiego i ważnego dla klientki.

 

Czasami zatracamy się w pracy, zostajemy po godzinach, robimy coś ekstra, ale totalnie się w tym zatracamy, bo praca jest naszą pasją. Czy to również może być pewnym zagrożeniem dla równowagi? Totalne zatracenie się w pasji do tego stopnia, że zapominamy o tym, żeby zjeść, zapominamy o swoich podstawowych potrzebach.

Do zachwiania równowagi może dojść także wtedy, kiedy praca nas tak pochłania, że zapominamy o podstawowych potrzebach. Pojawia się wówczas tzw. stan flow. Znam ten stan bardzo dobrze, bo gdy pracuję nad projektami w domu, to mam często spalone garnki, czajniki, bo zapominam o zupie, którą wstawiłam, czy wodzie na herbatę (śmiech). To zatracenie jest dobre, ale może mieć trochę nieprzyjemny wpływ na otoczenie danej osoby. Kiedy jest ona zauroczona swoją pracą, jest w wstanie emocjonalnego uniesienia, to faktycznie może zapomnieć o innych obszarach swojego życia.

Czy w osiągnięciu równowagi pomoże nam zdefiniowanie tego, czym dla nas jest sukces?

Tak. Jeśli w głowie zdefiniujemy, czym dla nas jest sukces, wówczas łatwiej doświadczyć zadowolenia z osiągnięć w życiu zawodowym i prywatnym. Jeśli sukcesem dla danej osoby będzie praca w wymarzonej firmie i gdy ją otrzyma będzie z tego faktu zadowolona, może doświadczyć równowagi psychicznej, ponieważ praca zawodowa pozwoli jej na realizację potrzeb życia prywatnego. Na pewno łatwiej jest osiągnąć równowagę, jeżeli wiemy co chcemy osiągnąć.  

 

Jak możemy wdrażać filozofię work life balance i się tego nauczyć?

 Dla mnie ważną rzeczą jest, by wzbudzić w sobie świadomość, że jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie. Nie narzekać, nie marudzić, nie oskarżać, nie obarczać, nie czekać, że ktoś mnie z czegoś wybawi. Odpowiedzialność za własne życie, to pierwszy krok. Drugi to sztuka wdzięczności. Bycie wdzięcznym za to, co mam. Koncentracja na tym, co mnie dobrego, miłego otacza w pracy i w domu. Wdzięczności wobec siebie, wobec ludzi. Podziękowanie koleżance/ koledze w pracy za kawę, za pomoc w wykonaniu jakiegoś zadania, za podwiezienie, uśmiechnięcie się do kogoś w samochodzie 🙂  Nie zapominajmy o bliskich! Zalecam wieczorem przed snem zrobić sobie trening sztuki wdzięczności. Przeskanowanie umysłu, co mnie w ciągu dnia spotkało, za co jestem wdzięczny. Wieczorna autorefleksja sprawia, że koncentrujemy uwagę na minionym dniu i widzimy, że jest wiele osób i sytuacji, za które warto być wdzięcznym, to pozwala odszukać sens w domu i pracy.

 

Czyli, tak jak w jednym z moich tekstów napisałam: uprawianie wdzięczności, to najtańszy bilet do szczęścia.

Tak, to prawda. Bycie wdzięcznym wobec innych osób, ale też i wobec siebie sprawia, że stajemy się bardziej uważni. Często zapominamy o tym, co mamy. Narzekamy, że niewygodnie w pracy, że są korki, za dużo pracy, za mało pracyJ. Zapominamy o tym, że jesteśmy zdrowi, widzimy, chodzimy, możemy żyć. Czasami jest tak, że ludzie zaczynają doceniać swoje zdrowie, kiedy je tracą. A zdrowie to szczęście. W sytuacji choroby zaczynają zmieniać podejście do nawyków żywieniowych, troski i dbałości o siebie. Warto dbać o ciało i psychikę. Tak, jak idziemy do lekarza, gdy boli nas ciało, tak samo możemy skorzystać z pomocy psychologa, psychoterapeuty, psychiatry, kiedy nie radzimy sobie w życiu osobistym z emocjami, z przejściem z jednej roli w drugą, z relacjami, trudnościami. Wdzięczność za pomoc i rozmowę w trudnej sytuacji może przybliżyć do poczucia szczęścia.

Czasami lepiej jest porozmawiać z kimś, kto stoi obok, nie jest emocjonalnie powiązany  z daną sytuacją czy osobą. Daje to inne spojrzenie na sytuację, bardziej obiektywne, świeże. Podczas rozmowy z taką osobą możemy wpaść na rozwiązanie, o którym nawet byśmy nie pomyśleli.

 Tak, jak najbardziej. Psycholog jest obiektywny w danej sytuacji, może uświadomić wpływ emocji i zachowania na innych lub skonfrontować z  daną sytuacją. Słyszę: „przecież ja jestem doskonała, to mój mąż”, „ja jestem idealny, to moja żona”. Tak samo przełożony mówi „ja jestem świetny, to pracownik”, a pracownik; ,,to nie moja wina, to problem leży w moim przełożonym”. Czasami robimy takie rzeczy, których sami nie jesteśmy sobie w stanie uświadomić albo dostrzec. Dlatego potrzebujemy osoby, która spojrzy na nasze zachowanie z innej perspektywy, co pozwoli na autorefleksję i zmianę swojego zachowania.

Jesteśmy jak taki system naczyń połączonych. Wszystko ma na siebie wpływ.

 Tak, dlatego warto spojrzeć na życie holistycznie, żeby poczuć równowagę i balans.

 Możemy postawić takie równanie: równowaga= świadomość + uważność

Zdecydowanie. Uważność i świadomość siebie i otoczenia. Świadomość jedzenia, radzenie sobie z emocjami, wchodzenia i wychodzenia z ról, relacji. Uważność na to, co mnie otacza. Człowiek może zburzyć poczucie swojej równowagi, kiedy schowa się w ,,klatce” przed życiem i boi się z niej wyjść. Dlatego warto być świadomym własnych słabości i zasobów, które pozwolą na uważne, zrównoważone życie. Akrobata, gdy idzie po linie, gdy się zachwieje, straci równowagę, co robi? Zatrzymuje się, by ją odzyskać i idzie dalej. Życzę nam wszystkim takiej umiejętności ,,łapania” równowagi, jaką mają akrobaci. Zatrzymania się na chwilę.

Photo by Loic Leray on Unsplash

Sylwia Olszewska- psycholog biznesu i zdrowia, trener umiejętności psychologicznych, a także  technik NLP (NeuroLingwistycznego Programowania) i  RTZ (Racjonalna Terapia Zachowań), coach, oraz terapeuta.

Od 16 lat wspiera ludzi w rozwoju i dążeniu do zmian w życiu prywatnym i zawodowym. Praca z ludźmi to pasja w której, głównie wykorzystuje metody psychologii pozytywnej.  Z wielkim zaangażowaniem pracuje z każdą osobą i grupą. Szczęście i jakość życia to temat przewodni jej rozprawy doktorskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *