Codzienność

Jak traktujesz swoje marzenia?

Przyszedł taki czas, że stanęłam sama przed sobą, tupnęłam jak małe dziecko, które właśnie się zezłościło i krzyknęłam: „DOŚĆ! Mam dość! Tak dalej już nie wytrzymam… Przecież nie może tak być! Jeszcze chwila i eksploduję niczym uśpiony wulkan na zapomnianej wyspie!”. Znasz to uczucie? 

Photo by Aaron Thomas on Unsplash

Złość, rozczarowanie, smutek- między innymi te emocje królowały na początku. Chwilę później pojawiła się refleksja i chęć działania. Co takiego się wydarzyło, że mój umysł przekierował całą złość, rozczarowanie i inne emocje w działanie? Zdałam sobie sprawę, czym to wszystko jest spowodowane i gdzie leży ta zapomniana wyspa. Skąd pochodzi i dlaczego się pojawiła… A ta wyspa to nic innego jak NIEZREALIZOWANE MARZENIA. I to nie byle jakie marzenia, bo MOJE. Też tak czasami masz? Albo miałeśZastanawiałam się, dlaczego tak często odkładamy w zapomnienie nasze marzenia, chęć samorealizacji, poczucia szczęścia, radości? Odkładamy to na bok, a zajmujemy się szczęściem innych. Szefa, przyjaciółki, żony, męża, dzieci, rodziców, sąsiadki. Tłumaczymy sobie, że przecież powinniśmy pomagać innym, nie powinniśmy być egoistami, tak wypada, oni nas potrzebują… I nagle odzywa się głos rozsądku, twój wewnętrzny obrońca „Hej! No dobra, fajnie, że pomagasz innym, mogą na ciebie liczyć, ale gdzie do cholery w tym wszystkim jesteś TY?! Kto zadba o ciebie?”. Wierzcie mi, że ten wewnętrzny głos potrafi działać jak kubeł zimnej wody. Trochę takie wewnętrzne Ice Bucket challange  🙂 W głowie pojawia się wiele myśli, pytań. Bo przecież chcę realizować swoje marzenia! Wierzę, że Ty również. W końcu najwyższy czas, no nie? Ile można siedzieć i spełniać marzenia innych? Godzina za godziną leci w biurze, ale w tym czasie nie robię nic, co by mnie przybliżyło do realizacji MOICH marzeń. Wręcz odwrotnie. Dobrze, gdy w tym momencie się zatrzymamy i zastanowimy nad pewnymi kwestiami.

Photo by Zoltan Tasi on Unsplash

Czy to nie jest tak, że spełniamy oczekiwania innych: szefa- o dobrym i efektywnym pracowniku, rodziców- o idealnym dziecku, męża- o perfekcyjnej żonie i kochance, żony- o silnym mężu, który będzie wsparciem w każdym momencie, dzieci- o mamie, która ma radę na wszystko, uleczy każdą ranę i znajdzie rozwiązanie na nudę, problemy i brzydką pogodę, przyjaciółki/przyjaciela o najlepszej kumpeli/kumplu, który jest gotowy do pomocy o każdej porze dnia i nocy, który zawsze wysłucha, doradzi, wesprze, a sami zapominamy o tym, że bez zadbania o siebie nie wiele zdziałamy? Moja wewnętrzna obrończyni wyrywa się i przekrzykuje przez moje myśli, podwija przy tym rękawy i udziela reprymendy, a zarazem motywuje: „No, no. Całkiem nieźle idzie ci wymyślanie argumentów na to, dlaczego nie powinnaś się zajmować sobą, tylko innymi. Kiedy w końcu zrozumiesz, że czas na Ciebie? Gdzie w tym wszystkim jesteś Ty? Nie bądź Matką Teresą dla wszystkich, bądź swoją własną superbohaterką. You go girl!” 🙂 

Archiwum prywatne

Machina ruszyła: gdzie moje szczęście, moje marzenia? Przecież nie tak dawno na samą myśl skręcało mnie w brzuchu, co najmniej jakby Ryan Gosling stanął u progu mojego mieszkania z miłosnym wyznaniem, ekscytacja sięgała zenitu, a wiara w to, że się uda była niezachwiana, jak wiara wyznawców Ziemby, że jest świetnym lekarzem. Co takiego się stało? Co powstrzymuje mnie przed działaniem? Strach? Szybki rachunek sumienia… Strach przed czym- porażką, czy sukcesem? Co mnie blokuje przed zrobieniem tego jednego ważnego kroku? W głowie pojawia się krytyk- „Co zrobisz jak się nie uda? Przecież to nie możliwe. To jest poza Twoim zasięgiem. Daj sobie spokój. Na co ci to”. Znasz to tak samo jak ja? Na pewno. Wiesz co mi pomogło? Ryzyko. Brzmi absurdalnie, prawda? Moja rada: Przywołaj swojego obrońcę i podejmij wyzwanie! Tak! Zaryzykuj! Może to Twoja najważniejsza walka, która okaże się największym zwycięstwem, za podjęcie której będziesz sobie dziękować.

To jest ten moment, kiedy szczerze powinieneś sobie odpowiedzieć na pytanie „Jak traktujesz siebie i swoje marzenia?”. Tylko wiesz, tak szczerze! Sami przed sobą możemy sobie na to pozwolić ☺ Wiem, że to trudne, ale przyznaj to bez ogródek! Nie jak na spowiedzi… szczerzej ☺ Już? No to teraz pomyśl o tym, jak traktujesz swoje marzenia? Czy obchodzisz się z nimi jak z ukochanym dzieckiem, o które dbasz, by rosło, rozwijało się, aż w końcu stanęło o własnych siłach i zachwycało Cię na każdym kroku? Czy jak coś co jest, ale nie za bardzo wierzysz, że kiedyś się spełni? Nie wierzysz, że to, co się wytworzyło w twojej głowie i sercu może stać się codziennością, rzeczywistością, bo przecież to tak szalone, że aż nierealne? Szalone? To świetnie! Tym bardziej powinno się urzeczywistnić ☺ Najbardziej szaloną rzecz, jaką możesz zrobić swoim marzeniom, a przede wszystkim sobie, jest karmienie własnego ego brakiem wiary. To tak, jakbyś odmawiał sobie wody w chwili pragnienia. Jakbyś odmawiał miłości dziecku, które tak mocno kochasz i pielęgnujesz od  dawna. Pamiętaj, marzenia to część Ciebie. I wiesz kto decyduje o tym, czy się spełnią? TY. Tylko TY i twoja ODWAGA. Bo jeśli nie masz odwagi zrobić kroku ku marzeniom, wyjść im naprzeciw, to one nigdy nie wyjdą same z cienia Twojej krytyki, niepewności, a co gorsza nigdy się nie urzeczywistnią. Nie będą miały szansy, bo sam im ją odbierasz, a przecież nie o to chodzi, prawda?

Photo by Peter Fogden on Unsplash

Niecierpliwisz się, bo „te całe marzenia” wymagają wysiłku i czasu, a ty chcesz teraz, zaraz, natychmiast. Ale przecież w tym ich cała wyjątkowość, że nie przychodzą ot tak. Przychodzą wtedy, kiedy pomożesz im wyrosnąć. Kiedy się odważysz. Wtedy zadzieje się magia. Znasz Richarda Bacha? Nie? To poznaj chociaż jego słowa i weź je sobie do serca „Każde marzenie dane jest nam wraz z siłą i mocą potrzebną do jego spełnienia.” Te słowa towarzyszyły mi od początku, gdy pojawiła się myśl, że chciałabym założyć bloga. Pisałam dużo, zazwyczaj do wirtualnej szafy, ewentualnie dzieliłam się tym z najbliższymi, ale nigdy nie zdecydowałam się na publikację. Decyzja o założeniu bloga dojrzewała długo. Bardzo długo.  Czy się bałam? Nie będę Cię oszukiwać. Byłam przerażona! Szukanie nazwy, tworzenie strony internetowej od podstaw, choć nigdy tego nie robiłam, publikacja pierwszego tekstu, pierwszy wywiad… Od momentu pojawienia się myśli o własnej stronie, do ukazania się pierwszego tekstu minęło wiele lat.  Mój wewnętrzny krytyk uaktywniał się bardzo często: „myślisz, że kogoś to zainteresuje? Kto to będzie czytał?”. Ale wiesz co? Cieszę się, że go nie posłuchałam w tej kwestii, jak i w wielu innych. Nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa niż teraz, kiedy pozwalam moim marzeniom latać swobodnie. Gdy z przyjaciółmi nie mogę zgrać terminu wyjazdu, wiesz co robię? Pakuję plecak i jadę sama, bo kocham podróżować! Wtedy czuję się naprawdę wolna. Odważ się!

Zapytasz może „po co?”. A po to, by żyć tak, jak Ty chcesz, a nie, jak oczekują tego inni. Bo przecież to są ich oczekiwania, a nie Twoje obietnice ich spełnienia. W końcu dlatego, że szczęśliwy TY, to szczęśliwy świat wokół. Spróbuj. Ot tak, otwórz się na siebie i swoje potrzeby. Następnie zatrzymaj, zastanów i weź głęboki oddech, a zaraz potem zacznij. Pozwól sobie otworzyć ten magazyn energii, który od dawna trzymałeś zamknięty na klucz. Wierz mi, że jego zawartość bardzo Cię zaskoczy. Wyzwolenie swoich emocji, to pierwszy krok ku temu, by codziennie rano wstawać z radością i ekscytacją. By pozwolić sobie dostrzegać magię każdego dnia i niezwykłość siebie i swoich możliwości.

Photo by William Bayreuther on Unspash

Trzymam za Ciebie kciuki. Za Ciebie i Twoje marzenia. Tak samo, jak cały czas trzymam je za swoje. Ubierz wygodne buty i ruszaj w drogę. Może na jakimś jej etapie się spotkamy? 🙂  Na koniec pamiętaj o jednej rzeczy, o której mówił Walt Disney (a w kwestii marzeń jest jednym z lepszych przykładów)- jeśli potrafisz coś sobie wymarzyć, potrafisz też to zrobić 🙂

13 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *